KANADYJSKIE SUKIENKI i recenzja TOMASZA RACZKA!

 

Filmowy drugi obieg

środa, 27 czerwca 2012, 12:02
Nie tak dawno – przy okazji „Kac Wawa“ – zżymałem się nad marnowaniem talentów aktorskich w filmach podłej konduity. Młodzi laureaci prestiżowych nagród siadali bez zastanowienia na tej artystycznej zjeżdżalni, nie bacząc na to w czym mogą już wkrótce wylądować. Potem tłumaczyli się, że robili to dla pieniędzy. Tych pieniędzy, których ponoć w polskim filmie ciągle za mało…

Tym bardziej więc ucieszyłem się, ale też i zmartwiłem gdy obejrzałem film„Kanadyjskie sukienki“ z wielką rolą (kto wie, czy nie życiową) Anny Seniuk. Ucieszyłem bo tej wybitnej aktorce dawno już należał się triumfalny powrót na ekrany. Zmartwiłem bo „Kanadyjskie sukienki“ to film tzw. „niezależny“, zrobiony za prywatne, można by rzec osobiste pieniądze przez pozostającego poza salonami Macieja Michalskiego („Dom lalek“, „Królowa śniegu“). Taka skromna produkcja nie może zapewne liczyć na solidnego dystrybutora, który zadba o to, by film trafił w wystarczającej liczbie kopii do kin w całej Polsce. Kino niezależne jest bowiem u nas ciągle na etapie chałupnictwa, jakkolwiek by to wzruszająco nie brzmiało. Chałupnictwo czyli rękodzieło, jak koronki od pań z Koniakowa: ani IKEA, ani Almi Decor ich do swojej oferty nie wstawi. To ciągle jednak tylko Cepelia. 
Otóż chcę się zbuntować przeciwko nieuczciwemu rozdaniu kart w kasynie filmowego sukcesu: potraktujmy ten skromny film, zrobiony na marginesie naszej kinematografii, bez wsparcia państwowych i społecznych pieniędzy, patronatów opiniotwórczych mediów, szansy na wielkie billboardy atakujące nas informacją o premierze na ulicach wielkich miast jak pełnoprawną produkcję, przynoszącą nam w prezencie kilka bardzo udanych ról aktorskich i jedną wybitną kreację.

„Kanadyjskie sukienki“ to opowieść, która łączy w sobie obyczajową panoramę wiejskiego życia subtelnie mieszając tonację „Bożej podszewki“ i „Nie ma mocnych” z nieco łzawą nostalgią chwytającej za serce piosenki „Mein jidische Mame“. Od razu zastrzegę, że bohaterowie nie są ani kresowiakami, ani Żydami, a jednak tamte opowieści bez trudu odżywają w pamięci, gdy oglądamy losy osamotnionej w walce o godne życie swojej rodziny Zofii (Anna Seniuk). Jako matka rodu bywa dzielna, bywa zabawna, ale najczęściej zbliża się do wymiaru tragiczki. To zaskakujące, że tak bogatej palety możliwości aktorskich Anny Seniuk tak długo nie wykorzystywał robiony za solidne pieniądze „polski film dotowany“.

Choćby po to, by Seniuk mogła dostać nagrodę za tę rolę, „Kanadyskie sukienki“ powinny trafić do konkursu jakiegoś festiwalu filmowego. Przy wszystkich ograniczeniach prywatnego filmu niezależnego, brakach technicznych i elementach które dałoby się poprawić ta produkcja ma do zaoferowania polskiej kulturze coś istotnego: aktorskie kreacje! Tuż za Anną Seniuk stoi tu cały rząd znakomitych aktorek, które zagrały role soczyste, łatwe do zapamiętania: Ewa KasprzykElżbieta JarosikEwa Kolasińska i tworząca fenomenalną postać kuzynki Stefki – Zofia Czerwińska. Od „Panien z Wilka“ nie było u nas filmu, który stałby się okazją do takiego koncertu gry aktorek! Oglądając „Kanadyjskie sukienki“ śmiałem się i wzruszałem, zapominając o mankamentach. I zastanawiałem, czy aby nie rodzi się na naszych oczach filmowy drugi obieg, trochę samozwańczy, nie nadzorowany przez urzędy podległe ministerstwu kultury, przekorny ale i pełen pokory wobec tych którzy są najskuteczniejszymi szafarzami naszych emocji – aktorów. W czasach PRL-u pojęcie „drugi obieg“ oznaczało „szlachetnie i uczciwie“. Dzisiaj też.

Tomasz Raczek / Portalfilmowy.pl  27 czerwca 2012 12:02

Czytaj dalej KANADYJSKIE SUKIENKI i recenzja TOMASZA RACZKA!